- 26
- listopad
Sieci walczą tylko o nowych klientów
Szefowie sieci komórkowych zapewniają, że utrzymanie abonenta, któremu kończy się umowa, jest bardzo ważne. W praktyce zdarza się jednak, iż oferta, która ma ich zatrzymać, jest gorsza niż ta, która się kończy.
Przez kilka ostatnich tygodni zbieraliśmy informacje, jak w praktyce wygląda utrzymanie klienta. Większość osób bez większych obiekcji podpisała nowe umowy, w których oferowano im nawet 45 proc. zniżki na abonament (Era), dodatkowe minuty (Orange) oraz upusty na usługi dodatkowe (Plus). Byli też niezadowoleni.
Razem lepiej
Pan Leszek od dziesięciu lat jest klientem biznesowym Plusa. W połowie grudnia kończy mu się umowa i sondował, czego może oczekiwać. Rozmowa wyglądała tak - mówi czytenik GP.
- Czy mogą mi państwo zaproponować telefon, który da mi możliwości posiadanego dotychczas i coś jeszcze?
- A jaki telefon ma pan?
- Sony Ericsson P900i.
- ... (cisza).
Co zrobi, gdy nie dostanie odpowiedniej oferty?
- Poszukam jej u konkurencji i przeniosę numer - odpowiada.
Jak mówi inny czytelnik GP, Plus nie bierze też pod uwagę usług dodatkowych (iPlus, Plus Nieskończoność itp.), a jedynie zwykły abonament. W efekcie oferta jest gorsza, niż mogłaby być.
Możesz więcej
Pani Monika (średni rachunek ok. 300 zł) jest klientką Ery.
- Przed końcem umowy dostałam propozycję zmiany abonamentu. Policzyłam i okazało się, że za to samo płaciłabym więcej. Mój telefon działał dobrze, więc postanowiłam poczekać - opowiada.
Po kilku miesiącach pojawiły się kłopoty z telefonem, a konsultant Ery przedstawił nową ofertę.
- Zaproponowano mi do wyboru kilka telefonów. Decyzję odłożyłam do następnego dnia - opowiada.
- Okazało się, że oferta jest gorsza od dotychczasowej. To duży minus, ale jeszcze większym było to, że gdy wybrałam telefon spośród tych, które mi proponowano, okazało się, że nie mogę go kupić, bo konsultant się pomylił.
Pan Dawid, klient biznesowy, przez telefon uzgodnił warunki umowy i wysłał do salonu Ery pełnomocnika. Okazało się, że pełnomocnictwo, które jeszcze kilka dni wcześniej było honorowane, gdy przenosił inny numer z Plusa do Ery, teraz jest nieważne.
Zlecił więc przez telefon, by umowę i telefon przywiózł kurier. Po paru dniach zadzwonił z pytaniem o status realizacji zamówienia.
- Najpierw konsultant w systemie nie widział żadnego zlecenia. Potem okazało się, że zlecenie jest i telefon lada dzień dotrze - opowiada.
- Dni mijały, kuriera nie było. Znów dzwonię. Konsultant mówi, że kolega pomylił się, bo telefonu nie było w magazynie. Polecił, bym poczekał kilka dni, bo wtedy będę miał dwa miesiące do końca umowy i dostanę lepszą ofertę.
Pan Dawid z rady skorzystał. Gdy ponownie zadzwonił usłyszał, że w zamian za podpisanie umowy na 24 miesiące może dostać abonament z ponad 40-proc. zniżką oraz do wyboru kilka telefonów za złotówkę.
- Chciałem sprawdzić, jakie to telefony. Powiedziałem, że oddzwonię za kilka minut i tak zrobiłem. Okazało się, że koleżanka się pomyliła i mogę dostać co najwyżej to, co pierwotnie proponowano - kończy swą opowieść.
Przyszłość jest jasna
Pan Adam, klient biznesowy sieci Orange, przez kilka tygodni czekał, aż będzie mógł kupić kilka nowych telefonów konkretnego modelu.
- Wreszcie mój opiekun zadzwonił i powiedział, że telefony są. Podał też ich cenę - opowiada.
- Pojechałem do wskazanego salonu. Telefony były, ale okazało się, że cena jest o 250 zł na sztuce wyższa. Przedłużyłem umowę, licząc, że potem uda mi się odzyskać różnicę. I to był błąd. Usłyszałem, że cena jest taka jak w umowie.
Pan Ryszard, klient indywidualny, płaci abonament za cztery rodzinne numery.
- W każdym miesiącu w sumie ponad 1,2 tys. zł. Dwie umowy kończyły się, więc zadzwoniłem do Orange. Nie zaproponowali oferty porównywalnej do tej, którą miałem do tej pory - mówi.
Pan Ryszard z racji wysokich rachunków i wysokich abonamentów telefon wymieniał co 12 miesięcy. Teraz dostał propozycję podpisania umowy na 24 miesiące, a ceny interesujących go telefonów były wyższe niż u konkurencji.
- Wymówiłem obie umowy. Po jakimś czasie na jednym z numerów zaproponowano mi umowę na 18 miesięcy i telefon w dobrej cenie. W sprawie drugiego numeru poddałem się: przedłużyłem umowę na rok i obniżyłem abonament - mówi.
źródło: onet.pl
Razem lepiej
Pan Leszek od dziesięciu lat jest klientem biznesowym Plusa. W połowie grudnia kończy mu się umowa i sondował, czego może oczekiwać. Rozmowa wyglądała tak - mówi czytenik GP.
- Czy mogą mi państwo zaproponować telefon, który da mi możliwości posiadanego dotychczas i coś jeszcze?
- A jaki telefon ma pan?
- Sony Ericsson P900i.
- ... (cisza).
Co zrobi, gdy nie dostanie odpowiedniej oferty?
- Poszukam jej u konkurencji i przeniosę numer - odpowiada.
Jak mówi inny czytelnik GP, Plus nie bierze też pod uwagę usług dodatkowych (iPlus, Plus Nieskończoność itp.), a jedynie zwykły abonament. W efekcie oferta jest gorsza, niż mogłaby być.
Możesz więcej
Pani Monika (średni rachunek ok. 300 zł) jest klientką Ery.
- Przed końcem umowy dostałam propozycję zmiany abonamentu. Policzyłam i okazało się, że za to samo płaciłabym więcej. Mój telefon działał dobrze, więc postanowiłam poczekać - opowiada.
Po kilku miesiącach pojawiły się kłopoty z telefonem, a konsultant Ery przedstawił nową ofertę.
- Zaproponowano mi do wyboru kilka telefonów. Decyzję odłożyłam do następnego dnia - opowiada.
- Okazało się, że oferta jest gorsza od dotychczasowej. To duży minus, ale jeszcze większym było to, że gdy wybrałam telefon spośród tych, które mi proponowano, okazało się, że nie mogę go kupić, bo konsultant się pomylił.
Pan Dawid, klient biznesowy, przez telefon uzgodnił warunki umowy i wysłał do salonu Ery pełnomocnika. Okazało się, że pełnomocnictwo, które jeszcze kilka dni wcześniej było honorowane, gdy przenosił inny numer z Plusa do Ery, teraz jest nieważne.
Zlecił więc przez telefon, by umowę i telefon przywiózł kurier. Po paru dniach zadzwonił z pytaniem o status realizacji zamówienia.
- Najpierw konsultant w systemie nie widział żadnego zlecenia. Potem okazało się, że zlecenie jest i telefon lada dzień dotrze - opowiada.
- Dni mijały, kuriera nie było. Znów dzwonię. Konsultant mówi, że kolega pomylił się, bo telefonu nie było w magazynie. Polecił, bym poczekał kilka dni, bo wtedy będę miał dwa miesiące do końca umowy i dostanę lepszą ofertę.
Pan Dawid z rady skorzystał. Gdy ponownie zadzwonił usłyszał, że w zamian za podpisanie umowy na 24 miesiące może dostać abonament z ponad 40-proc. zniżką oraz do wyboru kilka telefonów za złotówkę.
- Chciałem sprawdzić, jakie to telefony. Powiedziałem, że oddzwonię za kilka minut i tak zrobiłem. Okazało się, że koleżanka się pomyliła i mogę dostać co najwyżej to, co pierwotnie proponowano - kończy swą opowieść.
Przyszłość jest jasna
Pan Adam, klient biznesowy sieci Orange, przez kilka tygodni czekał, aż będzie mógł kupić kilka nowych telefonów konkretnego modelu.
- Wreszcie mój opiekun zadzwonił i powiedział, że telefony są. Podał też ich cenę - opowiada.
- Pojechałem do wskazanego salonu. Telefony były, ale okazało się, że cena jest o 250 zł na sztuce wyższa. Przedłużyłem umowę, licząc, że potem uda mi się odzyskać różnicę. I to był błąd. Usłyszałem, że cena jest taka jak w umowie.
Pan Ryszard, klient indywidualny, płaci abonament za cztery rodzinne numery.
- W każdym miesiącu w sumie ponad 1,2 tys. zł. Dwie umowy kończyły się, więc zadzwoniłem do Orange. Nie zaproponowali oferty porównywalnej do tej, którą miałem do tej pory - mówi.
Pan Ryszard z racji wysokich rachunków i wysokich abonamentów telefon wymieniał co 12 miesięcy. Teraz dostał propozycję podpisania umowy na 24 miesiące, a ceny interesujących go telefonów były wyższe niż u konkurencji.
- Wymówiłem obie umowy. Po jakimś czasie na jednym z numerów zaproponowano mi umowę na 18 miesięcy i telefon w dobrej cenie. W sprawie drugiego numeru poddałem się: przedłużyłem umowę na rok i obniżyłem abonament - mówi.
źródło: onet.pl



